A. : Uczę się odczytywać znaki Boże.

Jestem niecierpliwą choleryczką, cierpiącą na potężną nerwicę lękową, która nie ufa właściwie nikomu, nawet sobie. Boję się zawsze, wszystkiego i o wszystkich. A jak nie mam powodu do obaw, to boję się tego, że się nie boję.

Ponieważ nie ufam nikomu, więc wszystko robię sama i liczę tylko na siebie. Jestem niecierpliwa, więc efekty muszę widzieć już i natychmiast. Choleryczność powoduje, że wybucham od byle czego. A potem mam potężne wyrzuty sumienia i sama siebie katuję, że jestem złym człowiekiem i pójdę do piekła.

Jestem niecierpliwą choleryczką, cierpiącą na potężną nerwicę lękową, która nie ufa właściwie nikomu, nawet sobie. Boję się zawsze, wszystkiego i o wszystkich. A jak nie mam powodu do obaw, to boję się tego, że się nie boję.

Ponieważ nie ufam nikomu, więc wszystko robię sama i liczę tylko na siebie. Jestem niecierpliwa, więc efekty muszę widzieć już i natychmiast. Choleryczność powoduje, że wybucham od byle czego. A potem mam potężne wyrzuty sumienia i sama siebie katuję, że jestem złym człowiekiem i pójdę do piekła.

Bałam się oddać Niepokalanemu Sercu Maryi, bo z przesłania wynika, że będę musiała wziąć na siebie ciężar krzyża. A tego się bałam, bo już i tak mam ciężko, więc więcej nie zniosę. Ale rekolekcje uświadomiły mi, że krzyż zawsze był, jest i będzie w moim życiu. I że to właśnie moja choleryczność, niecierpliwość i nieufność czyni go cięższym, że to przez to nie daję rady, bo niosę go sama, w dodatku spętana przez te moje „kajdany”. I że sama sobie stwarzam piekło na ziemi. Pytanie, czy nadal chcę się z moim krzyżem szarpać sama?  Czy nie lepiej zaufać Matce Bożej i oddać się Jej? Poprosić, żeby uwolniła mnie od moich „kajdan”? Nawet jeśli mój krzyż stanie się większy, to przecież będzie lżejszy, gdy Jezus i Maryja pomogą mi go nieść. A Bóg nie ześle ciężaru, którego nie dam rady udźwignąć.

Uczę się odczytywać znaki Boże. Do tej pory zawsze się dręczyłam, czy na pewno pochodzą od Boga, czy może szatan mnie zwodzi.

Uczę się zaufania do Jezusa i Maryi. Uczę się postawy „Jezu, Ty się tym zajmij”. I już widzę, że to działa.

Zawsze miałam duże nabożeństwo do Matki Bożej, bo do Jezusa nie miałam śmiałości. „Co ja, taki nikt, będę Bogu głowę zawracać. Inni mają większe problemy, oni mają pierwszeństwo”. I miałam wyrzuty sumienia, że jestem bliżej z Matką Jezusa niż z Nim Samym. Ale dzięki rekolekcjom widzę, że tak jest dobrze, że jeśli jestem blisko z Nią, to jednocześnie jestem blisko z Nim. I że nie jestem „nikim”, tylko umiłowanym dzieckiem Boga, tak jak inni ludzie.

Zrzucenie moich „kajdan” jest trudne. I nie stanie się od razu. Mam tego świadomość. Przede wszystkim chcę je zrzucić, to już dużo. I rekolekcje pomogą mi to zrobić.

Wydrukowałam sobie wszystkie 33 lekcje. Zaznaczam fragmenty, do których będę wracać, które będą mi przypominać, że mam zaufać Bogu i Maryi jak dziecko rodzicom. Kiedyś się tego nauczę. Nie od razu, ale już wiem, ze to jest możliwe. I wierzę, ze gdy uda mi się uwolnić od tych „kajdan”, to moje krzyże staną się lżejsze. Tym bardziej, że Matka Boża pomoże mi je nieść. Zawsze pomagała, tylko ja nie widziałam tej pomocy. Bo byłam ślepa.